czwartek, 11 grudnia 2014

Plecak



Kupiłam go ponad rok temu, na koniec sierpnia. Zuzia zaczynała swoją podróż ze żłobkiem. Mały, różowy, bardzo dziewczęcy. Mimo że Maluda jeszcze nie miała mocy noszenia plecaczka (dzieci nabywają ją w momencie, gdy zaczynają ładnie chodzić), codziennie wymyślałam, co mogę jej do niego zapakować.

czwartek, 27 listopada 2014

Nie nazywaj córki Zuzanna

Nad niczym nigdy się tak długo nie zastanawiałam jak nad imieniem dla dziecka. Od zawsze miała być Marysia. Niestety, mając lat 8, pewnie nie przypuszczałam, że do posiadania dziecka potrzebny jest mi osobnik płci męskiej, który (niestety) również będzie miał prawo decyzyjne w kwestii imienia. Marysia odpadła. Została skreślona. Bez powodu. Naradom (i kłótniom) nie było końca. Cały swój wolny czas poświęciłam na szukanie odpowiedniego imienia. Do dziś zadaję sobie pytanie: gdzie popełniłam błąd. 

niedziela, 23 listopada 2014

Mało mnie tu

Mało mnie tu. Mało mnie gdziekolwiek.  

Nowy projekt (Wcześniak na pokładzie) pochłonął nas bez reszty. Codziennie z dziewczynami wymieniamy się nowymi pomysłami, rozmawiamy z mamami, które dziękują, że trafiły na nas.


Wstaję rano, włączam przygotowany wcześniej ekspres. W duchu, narzekam na wszystko : na pogodę, niewyprasowaną koszulę i na to, że za jakieś 30 minut powinnam być na przystanku. Szczypię się. Znowu krzyczę na siebie. Hola, hola. Codziennie powtarzasz ludziom, żeby cieszyli się z każdej chwili, jaką mają, żeby doceniali małe rzeczy. Uczysz ich cieszyć się z drobiazgów, bo tylko wtedy będą mogli doceniać rzeczy naprawdę wielkie. Nalewam kawę do kubka. Staję przy oknie, uczę siebie tego, o czym rozmawiam z innymi. Na drzewach piękna jarzębina, idealna na korale i na bukiet do przedpokoju. Na łóżku leży mój mały cud, dla którego 7.00 to środek nocy. Dopijam kawę, włączam ulubioną stację radiową i staram się wyszykować w 10 minut. Nigdy mi się nie udaje. Tym razem też tak jest.. ale ćwiczenie czyni mistrza. Następnym razem mi się uda, na pewno.

Delikatnymi łaskotkami próbuję obudzić Złotowłosą. Turla się z jednego boku na drugi, uśmiechając się przez sen. Mam za miękkie serducho. Niech śpi, ubiorę ją przez sen. Podśpiewuję radiowe przeboje, szukając dwóch jednakowych skarpetek. To niemożliwe... dlatego zawsze chodzę w dwóch różnych. Chwytam kartkę z listą 'to do'. Znowu pusta. Nie zaplanowałam niczego. Znowu. To „nic” zajmuje mi ostatnio bardzo dużo czasu. Chcąc dać sobie szczątkowe poczucie zorganizowania, na listę wpisują jedno zadanie – 'upiec tort czekoladowy'. Bez okazji. Musi być okazja?

Autobus odjechał minutę temu. Pospieszam siebie i Zuzę, licząc, że jakoś uda mi się zagiąć czasoprzestrzeń i dobiegnę na czas na przystanek. Jeszcze tylko pogoń za urwisem ze strzykawką w ręce i możemy iść. 

Zajęcia, żłobek, oczekiwanie na wieczór.



Nigdy nie myślałam, że mogę spędzać wieczory tak, jak robię to teraz. Nigdy nie pomyślałam, że mogę być wtedy tak szczęśliwa jak nigdy dotąd. Leżeć, czytać książki, głaskać małą, ciepłą główkę... Kolacja nigdy nie smakowała tak dobrze. Przyjemność wspólnego posiłku, dzielenia się ulubionymi smakołykami, radość poznawania przez Zu nowych smaków, to wszystko wypełnia całą domową przestrzeń. Te chwile mają zapach wspólnie upieczonego ciasta. I jeśli jutra miałoby nie być, właśnie tak spędziłabym dzień. Piekąc z nią ulubione ciasto, brudząc nosy gorzkim kakao... Razem.  

AddThis